Wędrówki po Starym Cmentarzu – propozycja spaceru pod hasłem „Od Tadeusza Kościuszki do Powstania Styczniowego”

Wprowadzenie

Wiele razy słyszeliśmy, iż Łódź to takie nieciekawe miasto, że trudno w nim znaleźć ślady przeszłości związane z ważnymi dziejami naszego kraju. Nic bardziej mylnego. Wystarczy  pójść na Stary Cmentarz przy ul. Ogrodowej i powędrować jego dróżkami. Tu leżą Ci, którzy tworzyli nie tylko historię miasta, ale także kraju.

Kliknij tutaj a zapoznasz się z całym przebiegiem spaceru - ZOBACZ

Mój prapradziadek – zwykły niezwykły człowiek

Mój prapradziadek, Józef Ciechulski, został zatrudniony w straży pożarnej u Izraela Poznańskiego, gdy powrócił po 4 latach służby w armii carskiej. Zdobyte zdolności oraz doświadczenie i wrodzone zdolności manualne okazały się przepustką do kariery strażaka w szóstym oddziale, a umiejętności naprawy wszelkich urządzeń napędzanych parą dały mu stałe zatrudnienie w fabryce I. K. Poznańskiego. W 1935r. łódzka straż ogniowa została przemianowana na ochotniczą straż pożarną. Mój prapradziadek dalej działał w straży, dopóki mu zdrowie pozwoliło.

Prapradziadek Józef poznał praprababcię Bronisławę z domu Staszewską, gdy przyjechała do Łodzi z małej wsi Słaboszew za pracą i zaczęła również pracować w fabryce na wykończalni. Po ślubie zamieszkali przy ul. Ogrodowej 24 w mieszkaniu prapradziadka, które otrzymał jako pracownik Izraela Poznańskiego.

Mieli oni syna Antoniego i córkę Julię. Syn nie poszedł w ślady taty, lecz również pracował w fabryce i służył w kościele p.w. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny przy ul. Ogrodowej 22. Moi prapradziadkowie byli dobrymi, ciepłymi ludźmi niosącymi pomoc każdemu, kto jej potrzebował. Mimo iż prapradziadek sprawiał wrażenie surowego, to tak naprawdę był dobrym człowiekiem o szlachetnym sercu – tak mówił o nim mój dziadek Mieczysław. Oboje prapradziadkowie spoczywają na cmentarzu Doły

                                                                                                                                                                                                                   Dawid Klejman 5a

Ernestine Ritter (1842-1889)

Grobem tej rodziny opiekujemy się jako szkoła od paru lat. Czy jednak wszyscy wiemy, kim była pochowana w nim osoba?  Dzięki pomocy p. Aliny Jabłońskiej, która wyszukała informacje i zgodziła się na ich opublikowanie, możemy uzupełnić braki w naszej wiedzy.

Ernestine Ritter, z domu Zeglin, pochodziła z rodziny trochę nietypowej jak na ówczesne łódzkie warunki. Jej ojciec, Frydrich, nie był bowiem tkaczem jak na Łódź przystało, ale tokarzem. W chwili urodzin córki miał 37 lat, a matka Julianna z Rosnerów – 29 lat. Akt urodzin (w języku polskim) podpisał pierwszy pastor parafii ewangelickiej w Łodzi – F. Metzner. Zmarł on w czasie epidemii w 1851 r. i został pochowany na pierwszym łódzkim cmentarzu dwuwyznaniowym (obecnie teren przy kościele p.w. św. Józefa). Po założeniu cmentarza, zwanego Starym, przeniesiono jego szczątki na część ewangelicką. Spoczywa w kwaterze 50/D2, przy alei.

W 1871r. Ernestine poślubiła liczącego 26 lat, urodzonego w Warszawie, Iwana Frydrycha Leopolda Rittera czeladnika tkackiego - syna tkacza Iwana Rittera i jego żony Barbary. Młodzi małżonkowie zamieszkali w Łodzi. Umowę przedślubną zawarli w kancelarii rejenta Konstantego Płacheckiego. Jest on pochowany w części katolickiej (kw. 1 , przy alei). Niestety, piękny oryginalny pomnik został wymieniony przez rodzinę na współczesny, zachował się natomiast pierwotny pomnik na grobie jego żony. Portret rejenta można zobaczyć w Archiwum przy pl. Wolności.

Małżonkowie Ritter mieli troje dzieci. Pewnie z tego powodu, by zapewnić rodzinie lepsze warunki finansowe, Frydrich zmienił zajęcie. Kilka lat po ślubie został szynkarzem. Ernestine zmarła w wieku 47 lat. Spoczywa na części ewangelickiej Starego Cmentarza kw. 44/W2

Pomnik na jej grobie ogrodzonym kutą kratą stanowi płaski obelisk z marmuru karraryjskiego z inskrypcją kutą, nalewaną stopem metalowym. Jest on  przykładem typowych realizacji tego okresu i dowodem wysokiego poziomu firmy Augusta Fiebigera. Wymaga renowacji. 

 

Na zdjęciach możemy zobaczyć:

- fragment aktu urodzenia Ernestine

- fragment aktu małżeństwa Ernestine

- zdjęcie pomnika Ernestine

STEFAN LINKE – łódzki bohater niepodległości – propozycja wycieczki

 

Czas spaceru – około 2 godz.

Trasa: ul. Kopernika 33 – I Liceum im. M. Kopernika – al. T. Kościuszki/6 Sierpnia (bank) - ul. Skłodowskiej Curie (przychodnia) – kościół przy Placu Wolności – Stary Cmentarz przy ul. Ogrodowej - część ewangelicka i katolicka

Punkt 1 - START – kamienica przy ul. Kopernika 33 (załącznik nr 1)

Z miejsca startu można wybrać kilka tras aby dostać się do punktu 2. My proponujemy udać się ulicą Kopernika na wschód, czyli w stronę ul. Gdańskiej. Mijamy ul. Lipową oraz ul. Żeromskiego. Dochodzimy do ul. Gdańskiej i idziemy nią prosto aż do ul. Więckowskiego (można również podjechać tramwajem 15 lub 17 do alei 1 Maja a następnie cofnąć się do ul Więckowskiego). Skręcamy w Więckowskiego na zachód i dochodzimy do punktu nr 2, czyli do I LO przy ul. Więckowskiego 41. (załącznik nr 2)

Od I LO dochodzimy do ulicy Gdańskiej, skręcamy w nią w prawo i idziemy prosto. Następnie skręcamy lewo w ul. Zieloną i idziemy do al. T. Kościuszki, przechodzimy na drugą stronę skrzyżowania i skręcamy w prawo. Idziemy do siedziby Banku PKO BP przy skrzyżowaniu z ul. 6 Sierpnia. Zatrzymujemy się przy pamiątkowej tablicy. (załącznik nr 3)

Przy siedzibie banku przechodzimy na drugą stronę al. T. Kościuszki i idziemy prosto ul. 6 Sierpnia. Przechodzimy przez ul. Żeromskiego i dochodzimy do ul. Lipowej. Tutaj skręcamy w lewo i dochodzimy do ul. Skłodowskiej-Curie, gdzie znajduje się Przychodnia Rejonowa Łódź-Polesie, dawniej Szpital Betlejem. (załącznik nr 4)

Ulicą Skłodowskiej - Curie idziemy w stronę centrum miasta do ul. Andrzeja Struga, przechodzimy ul. Zachodnią i dochodzimy do ul. Piotrkowskiej. Skręcamy w lewo i idziemy prosto w stronę Placu Wolności. Można też przy ul. Zachodniej wsiąść w tramwaj jadący w stronę Manufaktury. Należy wysiąść przy skrzyżowaniu ul Zachodniej oraz ul. Legionów i udać się na Plac Wolności. Dochodzimy do kościoła p.w. Zesłania Ducha Świętego. ( załącznik 5).

Z Placu Wolności skręcamy w ul. Legionów i dochodzimy do ul. Zachodniej. Przechodzimy na drugą stronę i skręcamy w prawo, idziemy prosto w stronę ul. Ogrodowej. (Do starego Cmentarza możemy też dojechać tramwajem nr 7 z przystanku przy skrzyżowaniu ul. Zachodniej i Legionów). Przechodzimy na drugą stronę ul. Ogrodowej na wprost wejścia do Muzeum Historii Miasta Łodzi. Następnie wzdłuż dawnej fabryki I. Poznańskiego udajemy się w stronę Starego Cmentarza. Przekraczamy bramę w części ewangelickiej i wkraczamy na teren cmentarza. Idziemy prosto główną aleją, mijając stojący pośrodku krzyż. Dochodzimy do styku alej – po prawo mamy grób Kunitzera, po lewo rodziny Bennichów. Przy tym grobie skręcamy w lewo i idziemy prosto, mijając po prawej stronie grób adwokata – Piotra Kona. Dochodzimy do alejki oznaczonej słupkiem 32_V 2. Skręcamy w prawo. Mijamy grób rodziny Hemfler i dochodzimy do celu naszej wędrówki, czyli grobu Stefana Linke. (załącznik 6) Po zapaleniu znicza wracamy tą samą trasą w stronę bramy cmentarnej.

Po drodze warto zwrócić uwagę na groby – po lewo doktora Jonschera, dalej Roberta Wergau – założyciela łódzkiej ochotniczej straży pożarnej, zaś po prawo – Sofie Biedermann, rodziny Grohmanów, dalej aktora Iry Aldridgea. Tuż przy bramie, po prawej stronie, znajdują się groby rodziny Anstadtów. Przy nich skręcamy w lewo i idziemy w stronę wyjścia z części prawosławnej. Skręcamy w lewo i obok kaplicy rodziny Gojżewskich (zielony kolor płytek na dachu) przechodzimy małą furteczką na część katolicką. Skręcamy w lewo i idziemy kawałek prosto. Teraz mamy dwie możliwości – możemy przy grobie Marii Krasilewicz- Jaworskiej skręcić w prawo i iść kawałek prosto aż dojdziemy do grobu Bronisława Sałacińskiego i innych uczestników walk o niepodległość w naszym mieści w 1918 roku – lewa strona rząd drugi. (załącznik 6) Możemy też iść prosto jeszcze kawałek dalej do alei. Przy grobie rodziny Konopnickich skręcić w prawo i iść dalej kawałek prosto. Przy grobie rodziny Stańczaków skręcamy w prawo, idziemy kawałek prosto i w drugim rzędzie grobów dochodzimy do celu.

W tym miejscu kończymy naszą wycieczkę. Kierujemy się w stronę alei głównej i opuszczamy teren cmentarza.

Stefan Linke - opisy do punktów trasy wycieczki

 

Punkt 1 - ul. Kopernika 33 - dawniej ul. Milsza

Stoimy przed kamienicą, w której, możemy to przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa, gdyż widzieliśmy skan karty meldunkowej, mieszkała rodzina Stefana Linke. Kim byli? Rodzice – Edward i Maria z Kruszów - to polscy protestanci, którzy przybyli prawdopodobnie z okolic Kolna na Mazurach,  by w Łodzi szukać lepszych warunków do życia. Czy je znaleźli? Chyba tak, skoro posłali syna do gimnazjum. Tradycje patriotyczne nie były tej rodzinie obce. Stryj Stefana, Bogumił Linke/Linka, był znanym działaczem polskim na Mazurach, za co zapłacił swoim życiem.

Nasz bohater urodził się 4 sierpnia 1898 roku – choć na grobie widnieje data 20 sierpnia 1898. Która data dzienna jest prawdziwa? Nie potrafimy tego rozstrzygnąć. Prawdopodobnie przybył do Łodzi wraz z rodzicami. Jakim był dzieckiem? W co się bawił? Nie wiemy. Gdzie chodził wcześniej do szkoły? Tego też nie wiemy. Poznajemy odrobinę jego losy, gdy był już uczniem gimnazjum. I tu rodzi się pytanie, jaką drogą chodził do szkoły mieszczącej się w gmachu przy ulicy Nowocegielnianej – dziś Więckowskiego. My proponujemy spacer ul. Gdańską.

 

Punkt 2 – I LO przy ul. Więckowskiego – dawniej ul. Nowocegielniana

Stoimy przy budynku I LO – dawniej Gimnazjum Towarzystwa „Uczelnia”.  Warto sobie uświadomić, że było to pierwsze męskie gimnazjum polskie na terenie miasta. Nauka w tym budynku trwa nieprzerwanie od 1909 roku, wcześniej szkoła mieściła się przy ul. Wólczańskiej. To właśnie tutaj uczył się Stefan Linke. Dowodem potwierdzającym ten fakt jest tablica znajdująca się na pierwszym piętrze szkoły. Wiemy, iż Stefan był członkiem łódzkiej drużyny skautowej i dzięki temu nabył wiele przydatnych później praktycznych umiejętności. Kim chciał być wówczas? Strażakiem, powstańcem, żołnierzem. W późniejszych latach marzył o karierze dyplomaty, bo niepodległość Polski stała się dla niego ważną sprawą. Jakim był uczniem? Czego lubił się uczyć, a które przedmioty sprawiały mu problem? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że kiedy wybuchła I wojna, młodzież klas starszych gimnazjum za zgodą nauczycieli, w tym także Stefan, włączyli się w działalność organizacji konspiracyjnych działających na terenie szkoły. We wrześniu 1918 roku Rada Pedagogiczna szkoły wyraziła zgodę, by ochotnicy z klas VIII, VII i a nawet VI wstąpili w szeregi Polskiej Organizacji Wojskowej. Niektórzy uczniowie opuścili Łódź, by rozpocząć bezpośrednią walkę z wrogiem. Stefanowi Linkemu powierzono funkcję plutonowego POW i wysłano w okolice Chełma, gdzie pomagał formować oddziały wojskowe. 11 listopada 1918 roku powrócił do Łodzi po amunicję dla swoich oddziałów. Broń, której także brakowało w mieście, należało zdobyć z magazynów niemieckich. Tak zaczęło się rozbrajanie Niemców.

Rankiem 11 listopada uczniom zgromadzonym w sali gimnastycznej gimnazjum oznajmiono, że na ulicach Łodzi rozpoczęto rozbrajanie Niemców. Wydano komendę: „Chwila czynu nadeszła! Rozebrać drążki gimnastyczne i wychodzić z nimi na ulicę! Broń znajdziemy u Niemców!” Jednym z oddziałów dowodził właśnie plutonowy Stefan Linke. Dokąd się udali? Zapraszamy do następnego punktu naszej wędrówki.

 

Punkt 3 – atak na Niemców – bank

Stoimy przy gmachu Banku Państwa – dziś Oddział Okręgowy NBP przy skrzyżowaniu ulicy T. Kościuszki i 6 Sierpnia, na którego ścianie widnieje pamiątkowa tablica. Pierwszą odsłonięto 11 listopada 1936 roku, ale została ona zniszczona podczas okupacji. Tę, która widnieje dzisiaj, ufundowała społeczność I LO w 1978 roku.

To tutaj właśnie 11 listopada dotarł oddział dowodzony przez plutonowego Stefana Linke. Tu bowiem, przy skrzyżowaniu ul. Spacerowej i Benedykta, swoją siedzibę miało Prezydium Policji niemieckich władz okupacyjnych, tu też były magazyny broni. Wejścia do gmachu broniły dwa posterunki wojskowe. Grupa uczniów uzbrojonych w kije z drabinek gimnastycznych zażądała od Niemców oddania broni. Niemcy jednak odpowiedzieli strzałami z broni. Stefan Linke, trafiony w pachwinę, padł na bruk. Prawdopodobnie, gdy ucichły strzały, rannego zabrano do szpitala Betlejem przy ul. Podleśnej – dzisiaj Skłodowskiej-Curie. Tam właśnie się teraz udajemy.

 

Punkt 4 – szpital

Stoimy przy budynku Przychodni nr 31 Łódź-Polesie. Tu, od roku 1905, znajdowała się lecznica, a później szpital chirurgiczno-ginekoloiczno-położniczy pod nazwą Betlejem, prowadzony przez baptystów. Warto wspomnieć, że był to wówczas jeden z najlepiej wyposażonych szpitali w Łodzi. W czasie okupacji udzielano tu pomocy tylko Niemkom. Po wojnie w budynku tym nadal leczono ludzi i tak jest do dzisiaj.

Tutaj właśnie przyniesiono (tak myślmy) rannego Stefana Linke. Przez 8 dni walczono o jego życie. Mimo pomocy chirurgów i dobrej opieki lekarskiej 17-letni uczeń zmarł. Było to 19 listopada 1918 roku.

W gazecie „Głos Polski” z dnia 21 listopada 1918 roku wydanie wieczorne można było przeczytać, iż pogrzeb Stefana Linke poprzedzony nabożeństwem żałobnym odbędzie się 22 listopada o godz. 3 po południu.

 

Punkt 5 – kościół

Trumnę z ciałem Stefana Linke, okrytą biało-czerwonym sztandarem, prawdopodobnie przyniesiono do kościoła ewangelickiego Świętej Trójcy przy Rynku Nowego Miasta. Tu odbyła się Msza pogrzebowa, która przerodziła się w wielką manifestację patriotyczną. Następnie kondukt powędrował na Stary Cmentarz przy ul. Ogrodowej. My też tam się udamy.

Warto przy okazji wspomnieć, że na rynku Nowego Miasta 11 listopada też toczyły się walki z oddziałami niemieckimi, których koszary znajdowały się przy ul. Konstantynowskiej – dzisiejsza Legionów. W walkach tych zginęła grupa młodych ludzi, co upamiętnia tablica na gmachu dawnego Ratusza. Wrócimy jednak do tego tematu później.

Tuż po odzyskaniu Niepodległości zmieniono nazwę tego miejsca na znaną wszystkim, czyli Plac Wolności.

 

Punkt 6 – Stary Cmentarz

Znajdujemy się na najstarszym teraz cmentarzu w Łodzi, gdyż nekropolia ta powstała w 1855 roku - wtedy to odbyły się pierwsze pochówki, choć oficjalnie zaczął działać od 1858 roku. Jest to pierwszy w Europie cmentarz przeznaczony na miejsce spoczynku trzech wyznań – katolików, prawosławnych i ewangelików. Ostatnią bramą od strony Manufaktury wchodzimy na część ewangelicką.  

Wyobraźmy sobie kondukt pogrzebowy Stefana Linkego i ten tłum mieszkańców Łodzi podążający za trumną, by oddać mu cześć i pożegnać tego młodego człowieka. Warto tu wspomnieć, iż Stefan Linke pośmiertnie został odznaczony krzyżem srebrnym Orderu Virtuti Militari.

Stoimy właśnie przy jego grobie. Nie rzuca się on w oczy. Jest to pomnik niezwykle prosty w swej formie. Prostokątna, ciemna płyta a na niej niewielka tablica ustawionej na niewielkim cokoliku. Oprócz dat i ogólnych informacji znajdziemy tu napis : „zmarł niosąc swe młodociane życie w ofierze gorąco umiłowanej Ojczyźnie” a pod nim cytat z Ewangelii Świętego Jana: „Ja żyję i wy żyć będziecie”. Zapalmy świeczkę i pomyślmy chwilę nad wyborem Jego drogi życiowej. Może też zastanówmy się nad naszym stosunkiem do Ojczyzny.

Przez część prawosławną cmentarza przechodzimy na część katolicką i idziemy do kwatery 1. Stoimy przy grobie Bronisława Sałacińskiego – pierwszej krwawej ofiary akcji rozbrajania Niemców w dniu 11 listopada 1918 roku i innych jej uczestników. Jak już wspominaliśmy wcześniej, tego dnia walki toczyły się w różnych punktach naszego miasta m.in. na Rynku Nowego Miasta – tu właśnie spoczywają ich uczestnicy oraz o dworce Łódź – Kaliska i Łódź – Fabryczna. To właśnie w walce o ten dworzec został ranny w nogę rówieśnik Stefana Linke – Bronisław Sałaciński. Koledzy z oddziału zdołali wycofać się w stronę ul. Skwerowej – dzisiejsza POW, ale rannemu Bronisławowi nie udało się tego bezpiecznie uczynić. Wpadł w ręce Niemców w pobliżu ul. Narutowicza (dawniej Dzielna), którzy zakłuli go bagnetami. Dworzec ponownie został zaatakowany przez Polaków i tym razem zdobyty. Dziś można w hali dworca zatrzymać się przy tablicy pamiątkowej poświęconej temu wydarzeniu.

Warto też zwrócić uwagę na dwa osobne groby –porucznika Józefa Bukowskiego – lat 23, który zginął na Placu Wolności oraz Stanisława Rafała Granosika – lat 21, który poległ w obronie Ojczyzny w 1919 roku. Tu też zapalamy znicze i pomyślmy przez chwilę o tych, którzy zginęli w walce za wolną Łódź i Polskę.

Dziękujemy za wspólnie spędzony czas.

 

 

 

Maryla Keiserbrecht z domu Biedermann

Opowieść zacznę od końcowego, tragicznego wydarzenia – otóż 24 stycznia 1945 roku (parę dni po wyzwoleniu Łodzi) o godzinie 16 Bruno Biedermann – potomek znanego fabrykanckiego rodu – ostatni właściciel zakładów przy Kilińskiego 2, kapitan Wojska Polskiego w stanie spoczynku, strzałem z pistoletu odebrał życie swojej żonie Luizie, córce Maryli – żołnierzowi Armii Krajowej oraz sobie. Taką informację wraz z prośbą o pochowanie ciał w ogrodzie przy pałacu zapisał na kartce znalezionej po latach w Archiwum Państwowym w Łodzi.

Rodzina Maryli

Biedermannowie (Bruno i Luiza) mają dwie córki: Adalisę i Marię zwaną Marylą, a przez bliskich, przyjaciół Lil. Maryla - blondynka o pospolitej urodzie - jest od początku przeciwieństwem swojej siostry. Kocha psy, jeździ konno, jako dziecko ma często porozbijane kolana. Lubi też przebywać na terenie fabryki ojca, dlatego robotnicy mówią o niej „nasza panienka”.

Szkoła

Maryla kończy katolickie żeńskie gimnazjum w Łodzi, mimo że Biedermannowie są ewangelikami, potem studiuje w Szwajcarii i Austrii języki współczesne. Mimo kłopotów zdrowotnych działa w harcerstwie, a przed wybuchem wojny kończy kurs medyczny i przysposobienia wojskowego. Zrobiła też prawo jazdy, prowadzi nie tylko samochody osobowe, ale i ciężarówki.

Wojna

Od początku okupacji nawiązała kontakt z polskim podziemiem. Jako żołnierz konspiracji działa pod pseudonimem Kasia Brzozowska. Wraz z przyjaciółmi pomaga polskim żołnierzom, rannym cywilom i więźniom. Potrzebującym załatwia dokumenty i pracę w fabryce ojca. Skąd bierze pieniądze na ten cel? Daje je ojciec, ale też inni fabrykanci, do których zwraca się o pomoc. Ciężarówką wozi paczki i kotły z zupą do więzienia na Radogoszczy, a rannych do szpitala. Przewozi też grypsy. Wraz z koleżanką objeżdża okolice Łodzi, by do łódzkich szpitali przewieźć poranione od nalotów dzieci.

Kiedy Łódź włączono do Kraju Warty a tym samym do III Rzeszy, niemieckie władze okupacyjne naciskają na Bruna Biedermanna, by podpisał volkslistę. Gdy pojawiło się zagrożenie życia członków rodziny oraz robotników z fabryki, Bruno czyni to w 1940 roku za siebie, żonę i córkę, choć Maryla własnoręcznie nigdy jej nie podpisała. By nie szkodzić ojcu, opuszcza Łódź.

Jest już członkiem Związku Walki Zbrojnej. Działa razem z Alfredem Keiserbrechtem, z którym wcześniej pracowała w Komitecie Pomocy Więźniom Radogoszczy. Razem uczestniczą w tzw. Akcji N, której celem jest dezinformacja żołnierzy i urzędników niemieckich. Jest to najbardziej utajniona formacja - konspiracja w konspiracji.

W Łodzi Maryla wsiada do pociągu na Śląsk, ale nigdy tam nie dociera. Zatrzymuje się w Kamieńsku. To już Generalna Gubernia. Tam czeka na Alfreda. Pod zmienionymi nazwiskami – ona Kasia Brzozowska, on – Antoni Kamiński jadą do Radomia.  Tam Maryla-Kasia pracuje w urzędzie niemieckim, on zaś w wydziale leśnym. Po godzinach pracy prowadzą dalej Akcję N. W Radomiu młodzi biorą tajny ślub w kościele katolickim – Maryla przeszła na wiarę męża. Nad ranem, po przyjęciu weselnym, w mieszkaniu pojawia się gestapo, które najpierw zabiera Alfreda a po kilku godzinach także Marylę. Obydwoje są torturowani, ale nikogo nie wydają.

Po ośmiu miesiącach przewieziono ich  na Pawiak - do więzienia w Warszawie. Tam nawiązują kontakt z konspiracją i dostają polecenie  podpisania volkslisty. Według innej opowieści to ich rodziny użyły fortelu, nakłaniając do złożenia podpisu. Maryli powiedziano, że Alfred to zrobił, by ją ratować, natomiast jemu przekazano, że Maryla podpisała, by ratować jego. Podpisali więc, choć gdy prawda wyszła na jaw, mieli do rodzin pretensje. Po paru dniach wrócili do Łodzi, ale nie jako ludzie wolni. Marylę osadzono w więzieniu kobiecym przy Gdańskiej, zaś Alfreda - na Radogoszczy. Kontakty ze strażnikami z czasów, gdy pomagał więźniom na początku wojny, teraz uchroniły go przed biciem.

Maryla wychodzi z więzienia po kilku dniach. Jest ciężko chora, prawie nie może mówić. Gdy wyzdrowiała, wychodzi za mąż za Alfreda, który też odzyskał wolność - tym razem oficjalnie, w urzędzie stanu cywilnego. Ślub jest nietypowy. Państwo młodzi zwolnili się na parę minut z pracy i ponownie do niej wrócili. Raz w tygodniu muszą meldować się na gestapo. Mimo tych szykan obydwoje nadal działają w konspiracji.

18 września 1943 roku wcześnie rano Maryla idzie na ul. Obywatelską spotkać się ze swoim kuzynem Zygmuntem Lorentzem, przedwojennym profesorem, członkiem konspiracji,  który organizował w Łodzi tajne nauczanie. Nie wie, że w nocy w jego mieszkaniu był kocioł. Na ulicy ktoś ją bierze pod rękę i ostrzega o wpadce. Maryla odchodzi. Wysyła też telegram do kuzynki Zygmunta mieszkającej w Niemczech. Kuzynka przyjeżdża i domaga się od gestapo wyjaśnień przyczyny aresztowania. Dopytywana skąd o tym wie, odpowiada, że od Maryli. Gestapo zjawia się w pałacu i pod nieobecność Maryli przepytuje jej rodziców. Ci odpowiadają, że córka przypadkowo usłyszała o tym w aptece. Gestapowcy zostawiają Maryli wezwanie do swojej siedziby przy Anstadta. Mąż, podobnie jak przyjaciele,  namawia ją na ucieczkę do Generalnej Guberni. Maryla jednak, bojąc się o rodziców, którzy mogą być aresztowani i torturowani, sama zgłasza się do gestapo.

Ponownie zostaje osadzona w więzieniu przy ul. Gdańskiej. Warunki są koszmarne – stłoczone kobiety, po których pełzają pluskwy i wszy, panuje głód i zimno. Maryla jest okrutnie torturowana i bita. Przesłuchuje ją bowiem jeden z najgorszych gestapowców, a mimo to kobieta nikogo nie wydaje. O tym wszystkim wie Alfred. Wkrótce opuszcza Łódź, gdyż zostaje wcielony do karnych oddziałów Waffen-SS. Po wojnie mieszkał na Śląsku. Zmarł w latach 70. XX wieku.

W styczniu 1945 roku rusza front. W ciągu paru dni Łódź opuszcza ponad 20 tysięcy Niemców. Więzienie męskie na Radogoszczy zostaje podpalone, a w innych następuje ewakuacja więźniów, którzy gnani są w stronę Pabianic. Wśród nich jest Maryla. Jak to się stało, że wróciła do rodziców? Są dwie wersje wydarzeń. Według pierwszej Maryla podczas nalotu na transport ukryła się z koleżanką i udało im się uciec z transportu. Pieszo wróciła do pałacu. Według drugiej wersji dwaj ludzie wyciągnęli Marylę z tłumu więźniów i zabrali ją do zakonspirowanego mieszkania. Ktoś zawiadomił ojca. Lekarz rodziny pojechał do niej. Dla zmylenia tropu wożono go pół godziny po mieście. Zastał Marylę umierającą. 18 stycznia 1945 roku przywiózł ją do rodziców.

19 stycznia wojska radzieckie zajmują Łódź i wprowadzają nowe porządki. Do pałacu Biedermannów wprowadza się NKWD, zaś Bruno, jego żona Luiza i ciężko chora córka Maryla dostają rozkaz opuszczenia pałacu w ciągu paru godzin. Wolno im wziąć jedną walizkę. Robotnicy fabryczni idą się za nimi wstawić. Z sukcesem: Biedermannom przedłuża się termin wyprowadzki o jeden dzień.
24 stycznia 1945 roku  - przed śmiercią kobiety zażyły środki nasenne. W zbiorowym samobójstwie miała uczestniczyć jeszcze jedna osoba: niania Maryli. Mieszkała z Biedermannami i była traktowana jak członek rodziny. Też połknęła tabletki, ale następnego dnia się obudziła. Ponoć później postradała zmysły. Bruno zostawił list: "Zabiłem strzałami z rewolweru żonę i córkę. Pochowajcie nas w ogrodzie. Nie rabować naszego prywatnego majątku w mieszkaniu, a podzielić sprawiedliwie".
25 stycznia 1945 roku, ówczesny komendant Milicji Obywatelskie napisał w dokumencie: "Niniejszym zezwalam na pochowanie zwłok w ogrodzie przy ul. Kilińskiego 2". Widnieje tam też dopisek lekarza "O godz. 11.25 stwierdziłem zgon Brunona i Luizy Biedermannów i Maryli zamężnej Keiserbrecht. Nastąpił on wskutek strzału w głowę".

Dawni robotnicy Biedermanna sami zbijają trumny z sosnowych desek. Ówczesnym władzom zależy, aby pogrzeb był cichy. Przez lata prawie nikt nie wie, gdzie są pochowani, nie było ani krzyża, ani śladu grobu. Kiedy w latach 50. pracownicy przedszkola, które po wojnie ulokowano w pałacu Biedermannów, postawili przy lipie huśtawki, nagle zjawili się dawni robotnicy Biedermanna i zaproponowali, że je przestawią w inne, lepsze miejsce. Kierowniczka przedszkola wyraziła zgodę. Nad rodziną Biedermannów zapadła cisza.

Wiosną 1977 roku pracownicy kopiący rowy pod kable telefoniczne znajdują kości trzech osób z przestrzelonymi czaszkami. Przy ekshumacji jest kilku robotników z dawnej fabryki Biedermannów. Udaje się odnaleźć niemal wszystkie szczątki. Lekarz stwierdza, że czaszki kobiet mają przestrzeloną skroń. Mężczyzna prawdopodobnie strzelił sobie w usta. Wszyscy troje zakopani byli we wspólnym dole na południowy wschód od pałacu. Maryla pomiędzy rodzicami. Wykopano też kawałki jedwabiu, dwie obrączki, resztki zegarka, złote plomby i jeden wojskowy guzik - z polskim orzełkiem w koronie, inne źródła podają, że była to spinka do mankietu z polskim orzełkiem. Przez miesiąc szczątki Biedermannów leżą w zakładzie medycyny sądowej, a Karol Biedermann krewny rodziny jest wzywany do prokuratury na przesłuchania. Wreszcie wydano pozwolenie na pogrzeb. Warunek jest jeden - ceremonia musi odbyć się bez rozgłosu. Nie ma więc nekrologów w gazetach, tylko klepsydrę przyklejono na cmentarnej bramie. Był słoneczny, ciepły dzień. Sobota po południu. Na pogrzeb Maryli, Brunona i Luizy Biedermannów przychodzi prawie 200 osób, w tym wielu robotników z ich dawnej fabryki, którzy zasłali grób kwiatami, żegnając się ze swoim dyrektorem i „naszą panienką”. Pastor mówi o zagubieniu ludzi na ścieżkach życia, zaś o Maryli mówi, że zginęła za Polskę.

Starsza córka Brunona, siostra Maryli, Adalisa nie przyjechała z Niemiec. Była już bardzo chora. Miała 66 lat, zmarła trzy lata później. Nie przyjechał też schorowany mąż Maryli Alfred Kaiserbrecht, który mieszkał na Śląsku.

W identycznym porządku jak znaleziono szczątki - to znaczy córka pomiędzy rodzicami - zostali ponownie pochowani w rodzinnym grobowcu na części ewangelickiej Starego Cmentarza. W chwili śmierci Maryla, zwana Lil, miała zaledwie 31 lat.