KLAUZULA INFORMACYJNA

Wypełniając obowiązek prawny uregulowany zapisami art. 13 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) Dz. U. UE . L. 2016.119.1 z dnia 4 maja 2016r, dalej jako „RODO”, informujemy, że:
1. dane Administratora i Inspektora Ochrony Danych znajdują się w linku „Ochrona danych osobowych”,
2. Pana/Pani dane osobowe w postaci adresu IP, są przetwarzane w celu udostępniania strony internetowej oraz wypełnienia obowiązków prawnych spoczywających na administratorze(art.5 ust.2 RODO),
3. dane osobowe mogą być przekazywane organom państwowym, organom ochrony prawnej (Policja, Prokuratura, Sąd) lub organom samorządu terytorialnego w związku z prowadzonym postępowaniem,
4. Pana/Pani dane osobowe nie będą przekazywane do państwa trzeciego ani do organizacji międzynarodowej,
5. Pana/Pani dane osobowe będą przetwarzane wyłącznie przez okres i w zakresie niezbędnym do realizacji celu przetwarzania,
6. przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania lub prawo do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania,
7. ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych,
8. podanie przez Pana/Panią danych osobowych jest fakultatywne (dobrowolne) w celu udostępnienia strony internetowej,
9. Pana/Pani dane osobowe nie będą podlegały zautomatyzowanym procesom podejmowania decyzji przez Administratora, w tym profilowaniu,
10. po zamknięciu okienka, do klauzuli informacyjnej masz dostęp w górnej części strony.
zapoznałem/zapoznałam się

Pamiętamy Maryla Keiserbrecht

Maryla Keiserbrecht z domu Biedermann

Opowieść zacznę od końcowego, tragicznego wydarzenia – otóż 24 stycznia 1945 roku (parę dni po wyzwoleniu Łodzi) o godzinie 16 Bruno Biedermann – potomek znanego fabrykanckiego rodu – ostatni właściciel zakładów przy Kilińskiego 2, kapitan Wojska Polskiego w stanie spoczynku, strzałem z pistoletu odebrał życie swojej żonie Luizie, córce Maryli – żołnierzowi Armii Krajowej oraz sobie. Taką informację wraz z prośbą o pochowanie ciał w ogrodzie przy pałacu zapisał na kartce znalezionej po latach w Archiwum Państwowym w Łodzi.

Rodzina Maryli

Biedermannowie (Bruno i Luiza) mają dwie córki: Adalisę i Marię zwaną Marylą, a przez bliskich, przyjaciół Lil. Maryla - blondynka o pospolitej urodzie - jest od początku przeciwieństwem swojej siostry. Kocha psy, jeździ konno, jako dziecko ma często porozbijane kolana. Lubi też przebywać na terenie fabryki ojca, dlatego robotnicy mówią o niej „nasza panienka”.

Szkoła

Maryla kończy katolickie żeńskie gimnazjum w Łodzi, mimo że Biedermannowie są ewangelikami, potem studiuje w Szwajcarii i Austrii języki współczesne. Mimo kłopotów zdrowotnych działa w harcerstwie, a przed wybuchem wojny kończy kurs medyczny i przysposobienia wojskowego. Zrobiła też prawo jazdy, prowadzi nie tylko samochody osobowe, ale i ciężarówki.

Wojna

Od początku okupacji nawiązała kontakt z polskim podziemiem. Jako żołnierz konspiracji działa pod pseudonimem Kasia Brzozowska. Wraz z przyjaciółmi pomaga polskim żołnierzom, rannym cywilom i więźniom. Potrzebującym załatwia dokumenty i pracę w fabryce ojca. Skąd bierze pieniądze na ten cel? Daje je ojciec, ale też inni fabrykanci, do których zwraca się o pomoc. Ciężarówką wozi paczki i kotły z zupą do więzienia na Radogoszczy, a rannych do szpitala. Przewozi też grypsy. Wraz z koleżanką objeżdża okolice Łodzi, by do łódzkich szpitali przewieźć poranione od nalotów dzieci.

Kiedy Łódź włączono do Kraju Warty a tym samym do III Rzeszy, niemieckie władze okupacyjne naciskają na Bruna Biedermanna, by podpisał volkslistę. Gdy pojawiło się zagrożenie życia członków rodziny oraz robotników z fabryki, Bruno czyni to w 1940 roku za siebie, żonę i córkę, choć Maryla własnoręcznie nigdy jej nie podpisała. By nie szkodzić ojcu, opuszcza Łódź.

Jest już członkiem Związku Walki Zbrojnej. Działa razem z Alfredem Keiserbrechtem, z którym wcześniej pracowała w Komitecie Pomocy Więźniom Radogoszczy. Razem uczestniczą w tzw. Akcji N, której celem jest dezinformacja żołnierzy i urzędników niemieckich. Jest to najbardziej utajniona formacja - konspiracja w konspiracji.

W Łodzi Maryla wsiada do pociągu na Śląsk, ale nigdy tam nie dociera. Zatrzymuje się w Kamieńsku. To już Generalna Gubernia. Tam czeka na Alfreda. Pod zmienionymi nazwiskami – ona Kasia Brzozowska, on – Antoni Kamiński jadą do Radomia.  Tam Maryla-Kasia pracuje w urzędzie niemieckim, on zaś w wydziale leśnym. Po godzinach pracy prowadzą dalej Akcję N. W Radomiu młodzi biorą tajny ślub w kościele katolickim – Maryla przeszła na wiarę męża. Nad ranem, po przyjęciu weselnym, w mieszkaniu pojawia się gestapo, które najpierw zabiera Alfreda a po kilku godzinach także Marylę. Obydwoje są torturowani, ale nikogo nie wydają.

Po ośmiu miesiącach przewieziono ich  na Pawiak - do więzienia w Warszawie. Tam nawiązują kontakt z konspiracją i dostają polecenie  podpisania volkslisty. Według innej opowieści to ich rodziny użyły fortelu, nakłaniając do złożenia podpisu. Maryli powiedziano, że Alfred to zrobił, by ją ratować, natomiast jemu przekazano, że Maryla podpisała, by ratować jego. Podpisali więc, choć gdy prawda wyszła na jaw, mieli do rodzin pretensje. Po paru dniach wrócili do Łodzi, ale nie jako ludzie wolni. Marylę osadzono w więzieniu kobiecym przy Gdańskiej, zaś Alfreda - na Radogoszczy. Kontakty ze strażnikami z czasów, gdy pomagał więźniom na początku wojny, teraz uchroniły go przed biciem.

Maryla wychodzi z więzienia po kilku dniach. Jest ciężko chora, prawie nie może mówić. Gdy wyzdrowiała, wychodzi za mąż za Alfreda, który też odzyskał wolność - tym razem oficjalnie, w urzędzie stanu cywilnego. Ślub jest nietypowy. Państwo młodzi zwolnili się na parę minut z pracy i ponownie do niej wrócili. Raz w tygodniu muszą meldować się na gestapo. Mimo tych szykan obydwoje nadal działają w konspiracji.

18 września 1943 roku wcześnie rano Maryla idzie na ul. Obywatelską spotkać się ze swoim kuzynem Zygmuntem Lorentzem, przedwojennym profesorem, członkiem konspiracji,  który organizował w Łodzi tajne nauczanie. Nie wie, że w nocy w jego mieszkaniu był kocioł. Na ulicy ktoś ją bierze pod rękę i ostrzega o wpadce. Maryla odchodzi. Wysyła też telegram do kuzynki Zygmunta mieszkającej w Niemczech. Kuzynka przyjeżdża i domaga się od gestapo wyjaśnień przyczyny aresztowania. Dopytywana skąd o tym wie, odpowiada, że od Maryli. Gestapo zjawia się w pałacu i pod nieobecność Maryli przepytuje jej rodziców. Ci odpowiadają, że córka przypadkowo usłyszała o tym w aptece. Gestapowcy zostawiają Maryli wezwanie do swojej siedziby przy Anstadta. Mąż, podobnie jak przyjaciele,  namawia ją na ucieczkę do Generalnej Guberni. Maryla jednak, bojąc się o rodziców, którzy mogą być aresztowani i torturowani, sama zgłasza się do gestapo.

Ponownie zostaje osadzona w więzieniu przy ul. Gdańskiej. Warunki są koszmarne – stłoczone kobiety, po których pełzają pluskwy i wszy, panuje głód i zimno. Maryla jest okrutnie torturowana i bita. Przesłuchuje ją bowiem jeden z najgorszych gestapowców, a mimo to kobieta nikogo nie wydaje. O tym wszystkim wie Alfred. Wkrótce opuszcza Łódź, gdyż zostaje wcielony do karnych oddziałów Waffen-SS. Po wojnie mieszkał na Śląsku. Zmarł w latach 70. XX wieku.

W styczniu 1945 roku rusza front. W ciągu paru dni Łódź opuszcza ponad 20 tysięcy Niemców. Więzienie męskie na Radogoszczy zostaje podpalone, a w innych następuje ewakuacja więźniów, którzy gnani są w stronę Pabianic. Wśród nich jest Maryla. Jak to się stało, że wróciła do rodziców? Są dwie wersje wydarzeń. Według pierwszej Maryla podczas nalotu na transport ukryła się z koleżanką i udało im się uciec z transportu. Pieszo wróciła do pałacu. Według drugiej wersji dwaj ludzie wyciągnęli Marylę z tłumu więźniów i zabrali ją do zakonspirowanego mieszkania. Ktoś zawiadomił ojca. Lekarz rodziny pojechał do niej. Dla zmylenia tropu wożono go pół godziny po mieście. Zastał Marylę umierającą. 18 stycznia 1945 roku przywiózł ją do rodziców.

19 stycznia wojska radzieckie zajmują Łódź i wprowadzają nowe porządki. Do pałacu Biedermannów wprowadza się NKWD, zaś Bruno, jego żona Luiza i ciężko chora córka Maryla dostają rozkaz opuszczenia pałacu w ciągu paru godzin. Wolno im wziąć jedną walizkę. Robotnicy fabryczni idą się za nimi wstawić. Z sukcesem: Biedermannom przedłuża się termin wyprowadzki o jeden dzień.
24 stycznia 1945 roku  - przed śmiercią kobiety zażyły środki nasenne. W zbiorowym samobójstwie miała uczestniczyć jeszcze jedna osoba: niania Maryli. Mieszkała z Biedermannami i była traktowana jak członek rodziny. Też połknęła tabletki, ale następnego dnia się obudziła. Ponoć później postradała zmysły. Bruno zostawił list: "Zabiłem strzałami z rewolweru żonę i córkę. Pochowajcie nas w ogrodzie. Nie rabować naszego prywatnego majątku w mieszkaniu, a podzielić sprawiedliwie".
25 stycznia 1945 roku, ówczesny komendant Milicji Obywatelskie napisał w dokumencie: "Niniejszym zezwalam na pochowanie zwłok w ogrodzie przy ul. Kilińskiego 2". Widnieje tam też dopisek lekarza "O godz. 11.25 stwierdziłem zgon Brunona i Luizy Biedermannów i Maryli zamężnej Keiserbrecht. Nastąpił on wskutek strzału w głowę".

Dawni robotnicy Biedermanna sami zbijają trumny z sosnowych desek. Ówczesnym władzom zależy, aby pogrzeb był cichy. Przez lata prawie nikt nie wie, gdzie są pochowani, nie było ani krzyża, ani śladu grobu. Kiedy w latach 50. pracownicy przedszkola, które po wojnie ulokowano w pałacu Biedermannów, postawili przy lipie huśtawki, nagle zjawili się dawni robotnicy Biedermanna i zaproponowali, że je przestawią w inne, lepsze miejsce. Kierowniczka przedszkola wyraziła zgodę. Nad rodziną Biedermannów zapadła cisza.

Wiosną 1977 roku pracownicy kopiący rowy pod kable telefoniczne znajdują kości trzech osób z przestrzelonymi czaszkami. Przy ekshumacji jest kilku robotników z dawnej fabryki Biedermannów. Udaje się odnaleźć niemal wszystkie szczątki. Lekarz stwierdza, że czaszki kobiet mają przestrzeloną skroń. Mężczyzna prawdopodobnie strzelił sobie w usta. Wszyscy troje zakopani byli we wspólnym dole na południowy wschód od pałacu. Maryla pomiędzy rodzicami. Wykopano też kawałki jedwabiu, dwie obrączki, resztki zegarka, złote plomby i jeden wojskowy guzik - z polskim orzełkiem w koronie, inne źródła podają, że była to spinka do mankietu z polskim orzełkiem. Przez miesiąc szczątki Biedermannów leżą w zakładzie medycyny sądowej, a Karol Biedermann krewny rodziny jest wzywany do prokuratury na przesłuchania. Wreszcie wydano pozwolenie na pogrzeb. Warunek jest jeden - ceremonia musi odbyć się bez rozgłosu. Nie ma więc nekrologów w gazetach, tylko klepsydrę przyklejono na cmentarnej bramie. Był słoneczny, ciepły dzień. Sobota po południu. Na pogrzeb Maryli, Brunona i Luizy Biedermannów przychodzi prawie 200 osób, w tym wielu robotników z ich dawnej fabryki, którzy zasłali grób kwiatami, żegnając się ze swoim dyrektorem i „naszą panienką”. Pastor mówi o zagubieniu ludzi na ścieżkach życia, zaś o Maryli mówi, że zginęła za Polskę.

Starsza córka Brunona, siostra Maryli, Adalisa nie przyjechała z Niemiec. Była już bardzo chora. Miała 66 lat, zmarła trzy lata później. Nie przyjechał też schorowany mąż Maryli Alfred Kaiserbrecht, który mieszkał na Śląsku.

W identycznym porządku jak znaleziono szczątki - to znaczy córka pomiędzy rodzicami - zostali ponownie pochowani w rodzinnym grobowcu na części ewangelickiej Starego Cmentarza. W chwili śmierci Maryla, zwana Lil, miała zaledwie 31 lat.